sobota, 3 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ II

Albus usiadł w przedziale razem z Rose i jakimś nieznajomym chłopcem.
- Cześć. Jak się nazywasz? - spytał Al.
- Hej. Jestem Nick, a ty?
- Mam na imię Albus, a to moja kuzynka i najlepsza przyjaciółka - Rose.
- Zaraz... Potter?! Jesteś synem Harry'ego Pottera?!
- Tak... - odpowiedział Albus  lekkim rumieńcem na twarzy.
- W mojej rodzinie wszyscy bardzo szanują twojego tatę! Moja mama ciągle opowiada jak zabił Voldemorta...
Albus nie wiedział co odpowiedzieć, więc tylko uśmiechnął się lekko, spuszczając głowę i wymamrotał coś pod nosem. Na szczęście Rose postanowiła zmienić temat.
- Jak wyobrażacie sobie Hogwart? -  zagadnęła.
- Oh! Tata dużo mi o nim opowiadał! - odpowiedział Nick. - W pierwszym roku lekcje nie są za bardzo trudne, ale to nie znaczy, że nie trzeba się przykładać do nauki. Trzeba też uważać żeby nie tracić punktów dla domu. Mam nadzieję, że nie trafię o Slytherinu, a wy?
- Ja też! Ale najbardziej chciałbym być w Gryffindorze, jak moi rodzice.- powiedział Albus.
Przez resztę podróży cała trójka rozmawiała, śmiała się i opowiadała różne historie i dowcipy.
Gdy pociąg zaczął zwalniać Albus, Rose i Nick przebrali się w szaty i ustawili kufry przy wyjściu. Po chwili z ciemności wyłonił się ogromny zamek - Hogwart. Lokomotywa całkiem się zatrzymała, a tłum uczniów zaczął wysypywać się na zewnątrz.
Albus usłyszał głos gajowego - Hagrida. Był to stary przyjaciel  Potterów. Często bywał u nich w domu.
- Pirszoroczni! Pirszoroczni za mną! Pirszoroczni!
Po chwili Al, Rose i Nick szli za Hagridem w stronę łodzi, którymi mieli się dostać do Hogwartu. Wsiedli do nich, które, ku ich zaskoczeniu, same popłynęły przez jezioro. Płynęli tak kilka minut, rozmawiając o podróży, aż w końcu zatrzymali się na brzegu. Wyszli z łodzi i przeszli przez bramę. Znaleźli się na terenie Hogwartu... Hagrid poprowadził ich przez błonia i wszedł z nimi do zamku. Tam czekał na nich, dobrze znany Albusowi, zastępca dyrektora - prof. Neville Longbottom. Jest on przyjacielem ojca Albusa z lat szkolnych. Uśmiechnął się i powiedział:
- Drodzy uczniowie! Witam was bardzo serdecznie w murach Hogwartu! Za chwilę rozpocznie się Ceremonia Przydziału, podczas której zostaniecie przydzieleni do różnych domów. Dla tych, którzy nie wiedzą powiem, że mamy cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravencaw i Slytherin. Pamiętajcie, że niezależnie o tego, do jakiego domu zostaniecie przydzieleni, musicie być mu wierni. Za chwilę przekroczycie próg Wielkiej Sali. Tam zacznie się nowa droga waszego życia. Chciałbym życzyć wam powodzenia! A teraz chodźcie za mną.
Wszyscy pierwszoroczniacy, trzęsąc się ze strachu, poszli za profesorem Longbottomem.  Powitały ich ogłuszające oklaski i okrzyki uczniów starszych klas. Albus, przechodząc obok stołu Gryffindoru, zobaczył Jamesa, który gawędził z kolegami.  Pierwszoroczni przeszli przez całą salę i zatrzymali się na jej samym końcu.
Albus i Rose prawie przewrócili się z wrażenia, gdy zobaczyli swojego dziadka siedzącego za stołem nauczycielskim.
Prof. Longbottom znowu zabrał głos:
- Drodzy uczniowie las pierwszych! Za chwilę zostaniecie przydzieleni do domów. Gdy wyczytam wasze nazwiska, podejdziecie do mnie i usiądziecie na stołku. Ja nałożę wam na głowę Tiarę Przydziału, która zadecyduje, do jakiego domu traficie. Po przydzieleniu zajmiecie miejsce przy stole swojego domu. Tiara odśpiewała swoją piosenkę o tym, że wszyscy uczniowie muszą się wspierać. Gdy skończyła, pan Longbottom zaczął wyczytywać uczniów.
- Adamson, Erika!
Z szeregu wyszła niska, ciemnowłosa dziewczynka. Profesor założył jej dużą, spiczastą czapkę, która krzyknęła:
- RAVENCLAW!
Erika chwiejnym krokiem podeszła do stołu i uśmiechnęła się niepewnie do oklaskujących ją Krukonów.  Gdy Sarah Brown trafiła do Slytherinu, pan Longbottom wyczytał Nicka, który dość pewnie podszedł i usiadł na stołku. Tiara Przydziału po chwili krzyknęła:
- GRYFFINDOR!
Całą salę wypełniły oklaski uradowanych Gryfonów.
Po kilku innych uczniach, prof. Longbottom zawołał:
- Malfoy, Scorpius!
Tiara ledwo dotknęła jego głowy i krzyknęła:
- SLYTHERIN!
Młody Malfoy, z tryumfalnym uśmiechem na twarzy, zajął miejsce przy stole Ślizgonów.
Gdy dwie kolejne uczennice trafiły do Hufflepuffu, przyszedł czas na Al'a.
-Potter, Albus!
Al podszedł do  profesora, który włożył mu Tiarę Przydziału.
- Gryffindor, Gryffindor... Proszę, niech to będzie Gryffindor... - szeptał Albus.
- Gryffindor? Cóż, tak jak w przypadku twojego ojca uważam, ze pasowałbyś do Slytherinu... Ale... No niech będzie...
-GRYFFINDOR!
Albus uśmiechnął się z ulgą i usiadł obok Nicka przy stole Gryfonów.
- Robinson, Tom!
Wysoki, chudy chłopiec usiadł na stołku, a Tiara krzyknęła:
- SLYTHERIN!
Wreszcie prof. Longbottom wczytał Rose.
- GRYFFINDOR! - krzyknęła Tiara.
Albus nie słyszał jeszcze tak głośnych oklasków. Gryfoni szaleli z radości, że mają w swoim domu dzieci trójki najsławniejszych czarodziejów stulecia.
Ponownie rozległ się głos zastępcy dyrektora szkoły.
- A więc zakończyliśmy Ceremonię Przydziału! Pamiętajcie, bądźcie wierni swojemu domowi!
Profesor machnął różdżką . Stołek i Tiara Przydziału zniknęły, a on usiadł za stołem nauczycielskim obok dziadka Albusa i Rose. Po chwili powstał dyrektor - niski, gruby i siwy staruszek.
- Moi kochani uczniowie! Cóż wam mogę powiedzieć... Wcinajcie!
Uśmiechnął się promiennie ukazując swoje białe zęby, a wszystkie półmiski w jednej chwili napełniły się jedzeniem.
Albus dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jaki był głodny... Nałożył sobie na talerz wszystko, co było w zasięgu jego ręki. Jadł rozmawiając z Rose i Nickiem. Gdy wszyscy skończyli jeść, na stołach pojawiły się ogromne puchary lodów. Przez następne minuty słychać było tylko podzwanianie łyżeczek i rozmowy uczniów.
Po deserze brudne naczynia zniknęły ze stołów i powstał dyrektor. Wszyscy natychmiast zamilkli i zwrócili głowy w jego stronę.
- Moi kochani! Bardzo miło mi powitać Was w murach Hogwartu. Przypominam, ze stęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony bez pozwolenia. Pamiętajcie też o bezpieczeństwie! Nie bierzcie udziału w żadnych pojedynkach, a każdą próbę złamania zasad, zgłaszajcie nauczycielom. Mamy też zmianę w gronie pedagogicznym. Miejsce nauczyciela mugoloznawstwa objął prof. Artur Weasley. Powitajmy go w naszej szkole gorącymi oklaskami!
Al i Rose wymienili znaczące spojrzenia. Dyrektor mówiła dalej:
- Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Życzę wam wspaniałych wyników w nauce, ale teraz... zmykajcie do dormitoriów!
Setki uczniów wysypały się z Wielkiej Sali i zmierzały do swoich pokojów wspólnych. Albus z przyjaciółmi ruszyli po schodach za resztą Gryfonów.
Nagle rozległ się przeraźliwy huk. Przestraszeni uczniowie rozglądali się a wszystkie trony, szukając źródła hałasu. Okazało się, że to tylko Irytek postanowił  poprzewracać zbroje, stojące w korytarzu. Prefekt Gryffindoru, przeganiając ducha i sprzątając bałagan, który narobił Irytek, prowadził przez różne korytarze i schody, aż w końcu stanął przed portretem bardzo grubej kobiety, która, ku zaskoczeniu niektórych, poruszyła się i powiedziała:
- Witajcie nowi Gryfoni! Proszę o hasło...
- Lody bananowe. - odpowiedział prefekt.
Obraz odchylił się, ujawniając przejście do pokoju wspólnego Gryffindoru. Było to duże, okrągłe pomieszczenie, z wieloma fotelami i kominkiem. Ściany było w kolorach domu - złocie i szkarłacie. Nad kominkiem wisiał herb, a przy wejściu portret Godryka Gryffindora - założyciela domu.
- Chciałbym jeszcze raz powitać was w Gryffindorze. Dormitoria znajdują się na górze. Jutro w czasie śniadania prof. Longbottom rozda wam plany zajęć. Teraz zmykajcie i śpijcie dobrze! - powiedział prefekt, po czym odwrócił się w stronę dormitoriów i zaczął wchodzić po schodach. Pierwszoroczniacy ruszyli za nim. Albus i Nick weszli przez drzwi z tabliczką:

ROK I
CHŁOPCY

Stało tam pięć łóżek z plakietkami. Na tym najbliżej okna było napisane:

Albus Potter

Na ziemi stał kufer Al'a i klatka z Kasandrą. Po chwili do dormitorium weszło trzech chłopców. Jeden z nich miał rude włosy, drugi blond, a trzeci brązowe. 
- Cześć. Jestem Mason. To Peter, a to Jackson. - powiedział pierwszy, wskazując na kolegów. 
- Hej. Ja nazywam się Nick, a to Albus. Miło was poznać!
- Nam też - odpowiedział blondyn - Peter.
Wszyscy rozpakowali kufry i przebrali się w piżamy. Po chwili Albus słyszał tylko chrapanie swoich kolegów. Chociaż był bardzo zmęczony, to długo nie mógł zasnąć. Rozmyślał o tym, że wreszcie jest w Hogwarcie, że  trafił do Gryffindoru, czego tak bardzo pragnął i o wielu, wielu innych rzeczach. Wiedział, że jego życie się zmieni. Nie wiedział tylko czy na lepsze, czy na gorsze...